Pierwszą noc na nowym miejscu Kowszow przespał w gabinecie służbowym na ceratowej, gładkiej i chłodna-wej kanapie.
Zbudziwszy się i z trudem otworzywszy oczy Aleksjej nie od razu uświadomił sobie, gdzie się znajduje. Obszerny gabinet zalany był różowym słonecznym światłem chłodnego poranka. Na drugiej kanapie leżała porządnie złożona pościel Beridzego. On sam siedział przy biurku i przeglądał papiery. Przy oknie, na brzeżku krzesła siedziała pulchna starsza kobieta z pince-nez na sznureczku i znużonym głosem opowiadała:
— Ewakuowałam Natoczkę z dzieciątkiem i zostałam sama w ogromnej willi, w której dawniej mieszkała rodzina złożona z dziesięciu osób. Codziennie stawało przede mną zagadnienie: pilnować dobytku czy szukać ratunku w schronie? A jednak bomby są straszniejsze niż wszystko inne na świecie. Właziłam do schronu wraz z innymi starymi i trzęsłam się jak nędzny psiak. Niestety nie było wśród nas ani jednego pogodnego staruszka —? a wiecie, bywają przecież tacy dobrzy starzy ludzie, którzy potrafią pocieszyć człowieka. U nas wprost przeciwnie, znalazł się jakiś zły starzec. Pocieszał mnie mniej więcej tak: „Niemcy na pewno przyjdą i porachują się z naszą Muzą. Przypuszczam, że powieszą naszą drogą sąsiadkę na najwyższym drzewie." To mnie on tak prorokował. Bo widzicie, mój zięć jest dowódcą w Armii Czerwonej. Powiedzcie, dlaczego przed wojną nie dostrzegało się ludzi złych? Ten zjadliwy starzec mieszkał obok mnie chyba z piętnaście lat i zawsze uważałam go za miłego i sympatycznego. Czy bardzo wam przeszkadzam?